Wiejska chata pachnąca ziołami…

Na polskiej wsi zbieractwo było popularne od zawsze. To archaiczne zajęcie przetrwało jednak do dziś. Tradycyjnie zbierało się – oprócz jagód, malin i grzybów, które stanowiły pożywienie –  również zioła mające różnorodne zastosowanie w gospodarstwie i lecznictwie.

W gospodarstwie wiejskim zioła i dziko rosnące rośliny wykorzystywano nie tylko w kuchni. Wielu gatunków roślin używano do farbowania przędzy. Już od starożytności rozpowszechniony wśród wielu ludów był brocz zwany marzanną, barwiący przędzę na kolor czerwony. Podobną barwę osiągano przy użyciu przytulii lub lebiodki. Żółtą farbę uzyskiwano z janowca i sierpika. Z widłaka otrzymywano kolor czerwony. Czarny bez i chaber natomiast barwiły na niebiesko.

Szczaw, podobnie jak dziś, służył do przygotowania zupy, pokrzywa zaś mogła stanowić rodzaj jarzynki. Z barszczu przyrządzano kwaskowatą zupę. Młode łodygi i baldachy barszczu wykorzystywano do gotowania jarzynki. W wyjątkowo trudnych czasach żywiono się także perzem, którego przecież nigdy
nie brakuje. Wykopywano jego kłącza, płukano i suszono. Następnie siekano, tłuczono
lub mielono na żarnach. Otrzymana w ten sposób mąka – sama lub zmieszana z mąką żytnią, służyła do wypieku chleba. Jako przyprawę do miodu, piwa lub ciasta chlebowego stosowano chmiel. W miarę gromadzenia z pokolenia na pokolenie doświadczeń powstawała wiedza
o niezwykłych właściwościach leczniczych roślin. Do chwili obecnej wiedza o leczniczych działaniach ziół potwierdzona badaniami miesza się z wiedzą ludową potwierdzoną wieloletnimi doświadczeniami i tradycją.

Przy stosowaniu kuracji roślinnych, szczególnie
w schorzeniach przewlekłych, nie można niestety liczyć na natychmiastową poprawę.
Właściwości lecznicze ziół wynikają z długotrwałego stosowania. Ziołolecznictwo, zwane również fitoterapią, odzyskuje stopniowo, od szeregu już lat, swoje znaczenie, które utraciło w skutek dominacji farmaceutyków.

Zioła wg dawnych wierzeń należy zbierać wiosną, gdy kwitną – w maju i czerwcu. Do dzisiaj przetrwała na wsi wiara, że najlepsze są zioła majowe, gdyż miesiąc ten poświęcony jest Matce Boskiej. Zastrzegano, że po świętym Janie (24 VI) nie powinno się zbierać ziół, bowiem w wigilię tego święta czarownice, które zlatują się tej nocy na Łysą Górę skażają ziemię. Zioła pozyskiwano głównie rano, tuż przed wschodem słońca, z rosą i zawsze tylko do południa. Dostrzegano zależność między kolejnymi fazami księżyca, a wartością leczniczą ziół. W medycynie ludowej wykorzystywano także rośliny, które uprzednio święcono w kościele. W święto Matki Boskiej Gromnicznej święcono duże gromnice, owinięte w len. Kawałki poświęconego lnu wykorzystywano w leczeniu róży i owrzodzeń. W Niedzielę Palmową święcono palmy, ułożone z gałązek wierzby, tataraku, jałowca, barwinka i widlaka. Poświęconymi gałązkami wierzby symbolicznie uderzano się w Wielkanocny Poniedziałek, przekazując sobie w ten sposób jej żywotność. Co ciekawe, do dzisiaj ten zwyczaj zachował się na Kaszubach i jest praktykowany zamiast wzajemnego polewania się wodą. Wierzbowe baźki lub kotki, wykorzystywano natomiast przez cały rok, jako lek przeciw bólowi gardła. W Wielką Sobotę święcono potrawy, ogień i wodę. Rytualny ogień wzniecano z ciernistych gałązek głogu i tarniny. Opalone gałęzie stosowano przy bólach zębów. W oktawę Bożego Ciała kobiety święciły wianki uwite z różnych ziół, kwiatów i gałązek. Chroniły także domostwa
od piorunów. Poświęcone wianki przechowywano w drewnianych skrzyniach lub wieszano przy drzwiach wejściowych do izby i w razie potrzeby wykruszano odpowiednie zioła – macierzanka, ruta, melisa, rumianek, krwawnik, maruna, barwinek. Sięgano po nie przy różnych bólach – zębów, uszu, gardła, brzucha, kobiecych, porodowych, a także w przypadku wrzodów, guzów czy krzywicy.

Niektóre z dawniejszych praktyk zielarskich bywają nadal stosowane we współczesnych domach, polecają jest także lekarze, jako uzupełnienie leczenia farmakologicznego. Inne zostały zachowane tylko w pamięci i są przekazywane w opowieściach.